Zdrowe przepisy Blog

Co zrobić, gdy nie lubisz jeść warzyw? 7 kroków do pokochania warzyw

Warzywa są niesamowicie zdrowe – to wie każdy. Każdy też wie, że trzeba ich jeść naprawdę sporo (minimum 500g dziennie), aby zachować szczupłą sylwetkę i zdrowie. Niektórzy jednak warzyw nie lubią. Co wtedy zrobić? Jak polubić warzywa? Poniżej kilka wskazówek od naszych dietetyków.

Po pierwsze – nastaw się pozytywnie!

Z polubienia warzyw nic nie wyjdzie, jeśli z góry założysz, że nigdy ci one nie posmakują. Daj szansę każdemu z nich. Nie wychodź z założenia, że „brokuła nawet nie będę próbować, bo jest obrzydliwy”. Nastaw się do zmian pozytywnie i powtarzaj sobie, że „może teraz warzywa niezbyt mi smakują, ale kiedyś to się zmieni, pracuję nad tym”.

Po drugie – zmiany wprowadzaj stopniowo!

Jeśli postanowisz, że z dnia na dzień zaczniesz jeść nielubiane do tej pory warzywa 5 razy dziennie to możesz szybko się zniechęcić. Na początek wybierz 2 lub 3 warzywa, których do tej pory nie lubiłeś i wprowadzaj je w małych ilościach (np. plaster pomidora lub 1 rzodkiewka) do 2-3 posiłków w ciągu dnia. Stopniowo zwiększaj ich ilość oraz częstotliwość jedzenia.

Po trzecie – próbuj wielokrotnie!

Każdego warzywa powinieneś spróbować nawet kilkanaście razy, zanim zaakceptujesz jego smak. Najprawdopodobniej nie polubisz danego produktu po pierwszym spróbowaniu. Nie zniechęcaj się więc zbyt szybko. Musisz być cierpliwy i systematycznie włączać nielubiane warzywo do posiłków.

Po czwarte – upiecz, ugotuj, usmaż!

Jeśli nie tolerujesz warzyw surowych, spróbuj ich w formie gotowanej (gotowany brokuł, zupa krem z marchewki), upieczonej (frytki z marchewki i selera z piekarnika, sos z pieczonych warzywa do makaronu) lub usmażonej (placki z cukinii). To może być pierwszy krok do wprowadzenia warzyw do Twojego jadłospisu na stałe.

Po piąte – podawaj z sosami!

Warzywa pokrojone w słupki podawaj z sosami i dipami (np. jogurtowo-czosnkowym).

Po szóste – pamiętaj, że je się także oczami!

Zadbaj, by Twój talerz był kolorowy, wyglądał apetycznie i atrakcyjnie. Piękna, kolorowa potrawa na talerzu zachęci cię do spróbowania.

Po siódme – bądź cierpliwy!

Jeśli do tej pory nie lubiłeś warzyw, nie pokochasz ich w ciągu tygodnia. Musisz być świadomy, ze ten proces będzie trwał miesiące, a może nawet lata. Uzbrój się więc w cierpliwość i pozytywne nastawienie.

 

I na koniec…moja historia 🙂

Pamiętam, że jako dziecko nie znosiłam buraków. Nie jadłam ich w żadnej postaci, a moi rodzice specjalnie dla mnie przygotowywali inną surówkę, podczas gdy reszta rodziny zajadała się duszonymi buraczkami. Chyba już w czasie studiów postanowiłam sobie, że w końcu muszę zacząć je jeść, bo są niesamowicie zdrowe i szkoda byłoby z tego nie korzystać. Zaczęłam je więc wprowadzać raz na jakiś czas do swoich potraw, niezbyt często i w małych ilościach. Niestety pierwsze kilka prób to była istna męka. Byłam w stanie zmusić w siebie 1-2 łyżki potrawy z burakami. Nie jadłam ich jednak więcej niż pozwała mi na to moja psychika. Nie dopuszczałam do sytuacji, że jeszcze bardziej się do nich zniechęcę. Zaczęłam eksperymentować. Wyszukiwałam w internecie coraz to nowe przepisy z burakami. I w ten sposób po kilku miesiącach (tak, miesiącach, nie dniach czy tygodniach!) oswoiłam się z ich smakiem na tyle, że nie wywoływały we mnie wstrętu. Natomiast po jakimś pół roku mogłam już powiedzieć, że buraki lubię. Teraz jem je bez żadnego problemu. Mam nadzieję, że moje doświadczenie nastroi Was pozytywnie na wprowadzenie warzyw do Waszego menu.

 

autor: mgr Marta Szałwińska, dietetyk, psychodietetyk

  • Author:admin
  • Tags: No tags
  • Comments:0

Lody śmietankowe, sorbety, lody wodne...które wybrać?

Wróćmy na chwilę do tematu lodów.

Przyszły iście letnie temperatury, więc lody szybko stały się przekąską, po którą sięgamy najczęściej – a przynajmniej na to wskazuje widok naszych parków i ulic. I nic w tym dziwnego.. kto z nas nie lubi takiego słodkiego ochłodzenia? Na rynku mamy ogromny wybór: na patyku, w rożku, śmietankowe, sorbety czy lody wodne. Zastanawialiście się kiedyś, które z nich są „najmniejszym złem”?

Każdy raczej wie, że lody to forma deseru, więc muszą być słodkie. A czym się od siebie różnią?

  • Tradycyjne lody śmietankowe powinny być mieszanką śmietanki, mleka,  cukru i jaj – to taka wersja domowa. W lodach ze sklepu najczęściej mamy jeszcze różnego rodzaju zagęstniki, syrop glukozowo-fruktozowy, emulgatory, tłuszcze roślinne czy barwniki.  Przy wyborze takich lodów, warto zwrócić uwagę na ich skład – oczywiście, im mniej dodatków, tym lepiej. Różnice będą też widoczne w kaloryczności, np. przeciętny lód śmietankowy na patyku to ok 130 kcal (średnia porcja to ok 60 g), jeżeli wybierzemy rożek z wafelkiem w środku, oblany obficie czekoladą lub sosem, taki deser może mieć nawet 360 kcal w 100 g (przeciętna porcja to 70-90 g). Pamiętajmy, że im więcej dodatków typu karmel, bakalie, czekolada, ciasteczka, tym wyższa będzie kaloryczność.
  • Sorbety – w teorii są to po prostu owoce zmiksowane z wodą, ewentualnie z dodatkiem cukru lub soku z cytryny. Takie możemy przygotować sobie w domu. Niestety większość sorbetów dostępnych w sklepach ma bardzo dużo cukru – i to w formie syropów, emulgatory, substancje zagęszczające, stabilizatory i inne dodatki, których się w nich nie spodziewamy. W konsekwencji może okazać się, że deser, który w naszej wyobraźni jest zmiksowanymi owocami, tak naprawdę dostarcza nam sporych ilości zwykłego cukru. Nie da się jednak ukryć, że jeżeli porównany wartość odżywczą lodów i sorbetów, te drugie najczęściej kalorii będą miały mniej (ok 120-140 kcal/100 g). W tym przypadku musimy pamiętać jeszcze o jednej rzeczy, mianowicie sorbety dostarczają dużej ilości cukru, który wchłonie się w naszym organizmie momentalnie i szybko podniesie poziom cukru w naszej krwi- zwłaszcza osoby, które mają zaburzenia glikemii powinny mocno uważać na tego typu przekąski. Oczywiście w kwestii sorbetów obowiązuje zasada czytania etykiet.
  • Lody wodne- generalnie powinny być to lody na bazie soku owocowego. Niestety na półkach sklepowych mamy raczej mocno dosłodzoną wodę ze znikomym procentowym udziałem soku owocowego. Te lody są z reguły najmniej kaloryczne (ok 80 kcal/100 g). Ale czy warto chłodzić się zabarwioną wodą z cukrem?

Każdy z nas sięgnie pewnie tego lata po lody. Pamiętajmy, aby nie jeść ich jednak zbyt często, a jeżeli już się na nie decydujemy, wybierajmy te o jak najlepszym składzie.

Autor: mgr Kamila Kulesza, dietetyk

Zapiekanka serowa z jabłkiem i cynamonem

PRZE-PY-SZNA! Inaczej nie da się jej opisać. Obiecujemy, że rodzina zje ją od razu w całości.

Składniki na 4 porcje:

  • 2 jajka
  • Budyń o smaku waniliowym bez cukru – 2 łyżki
  • Jabłko – 2 duże
  • Ksylitol – łyżka
  • Ser ricotta – 250 g
  • Śmietanka 12% – 100 ml
  • Cynamon do oprószenia

Do miski dodać ricottę, śmietanką, żółtko jaja, budyń, ksylitol, dokładnie wymieszać. Białka ubić na pianę, dodać do miski, delikatnie wymieszać. Jabłka obrać, pokroić w ósemki. Masę wylać do małego naczynia żaroodpornego. Na wierzch wyłożyć kawałki jabłek. Zapiekać w piekarniku nagrzanym do 190-200 stopni około 20-30 minut (długość pieczenia zależy od głębokości naczynia). Po wyjęciu oprószyć cynamonem.

„Ujemne kalorie” – dietetyczny MIT czy istnieją naprawdę?

Kiedy mówimy o odchudzaniu czy dietach, najczęściej padającym słowem jest „kaloria” – w domyśle chodzi raczej o kilokalorię (kcal). Podstawowy przekaz jest prosty – jeżeli chcesz zrzucić zbędne kilogramy, musisz zmniejszyć ilość kalorii w diecie. Słowo to w ostatnich miesiącach nabrało jednak jeszcze innego, całkiem nowego (marketingowego) wymiaru. Mianowicie, w mediach pojawiły się informacje o kaloriach ujemnych i produktach, które takie kalorie właśnie mają. Czyli krótko mówiąc o produktach, które zamiast dostarczać kalorii (czyli energii) wręcz je zabierają. Ciekawiej robi się wtedy, kiedy okazuje się, że należą do nich, m.in. lody 😀 Nic więc dziwnego, że teoria szybko zyskała wielu „wyznawców”. Ale… tak, dobrze myślicie- brzmi to zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe.

Teoria ujemnych kalorii opiera się głownie na tym, że produkty takie jak lody, z racji na niską temperaturę, muszą przez nasz organizm zostać ogrzane do temperatury ludzkiego ciała, a proces ten wymaga zużycia energii, więc jemy i …chudniemy? No nie do końca. Wypadałoby zastanowić się przede wszystkim nad tym, czym tak naprawdę jest ta kaloria. Z definicji jest to taka ilość energii, która potrzebna jest do pogrzania 1 g czystej chemicznie wody o 1 stopień Celsjusza. Dla uproszczenia weźmy więc pod lupę czystą wodę, a dokładniej szklankę 250 ml wody o temperaturze 4 st C.  Woda ta musi zostać w naszym organizmie podgrzana do temp 36,6st C, więc o 32,6 stopnia. Mnożąc ilość wody (250ml) przez stopnie (32,6) otrzymujemy ilość kalorii, które stracimy – 8150, czyli 8,15 kcal. Deficyt kaloryczny jak widać jest niewielki.

Teraz musimy sobie uświadomić, że przeciętne lody śmietankowe na patyku mają ok 130 kcal w 100 g – oczywiście wybierając lody w wafelku, oblane czekoladą czy z dodatkiem karmelu, kaloryczność ta może wzrosnąć nawet do 350 kcal/100 g. Niestety lody poza wodą, dostarczają z reguły bardzo dużej ilości cukru i tłuszczu, a teoria ujemnych kalorii podczas ich jedzenia zostaje tylko w strefie marzeń. No chyba, że  mówiąc o lodach, myślicie o zamrożonej wodzie, czyli kostkach lodu. Szklanka takiego lodu to utrata ok 8 kcal, czyli tyle co…4 TicTaki.

Obecnie, nie istnieją produkty spożywcze, które dostarczałyby tzw. ujemnych kalorii. Nie dajcie się nabrać.

Za to, skoro jesteśmy już w okresie wybitnie sprzyjającym jedzeniu lodów, warto się im przyjrzeć i zastanowić, na które można sobie od czasu do czasu pozwolić, a których lepiej unikać. Niebawem na blogu pojawi się taki właśnie wpis.

Autor: mgr Kamila Kulesza, dietetyk

Młode ziemniaczki z wiosennym twarożkiem

Ta potrawa jest tak łatwa w przygotowaniu, że poradzi sobie z nią każdy, niezależnie od umiejętności kulinarnych. W dodatku składniki są tanie i dostępne w każdym sklepie. Spróbujcie pysznego pomysłu na wiosenny obiad.

Składniki na 2 porcje:

  • 4-5 młodych ziemniaków
  • twaróg półtłusty – 150 g
  • jogurt naturalny – 150 g
  • pęczek rzodkiewki
  • szczypiorek
  • do podania: świeże warzywa z dobrym olejem, np. rzepakowym lub lnianym

Ziemniaki dokładnie wyszorować i ugotować w wodzie. Twaróg wymieszać z jogurtem, rzodkiewką, szczypiorem, doprawić. Ziemniaczki podawać z twarożkiem i surówką z warzyw i oleju.

 

Błyskawiczna sałatka z wędzonym tofu

Jeżeli macie czasami wrażenie, że „przejadły się” wam sałatki bo zawsze wyglądają tak samo a nie macie czasu na wymyślne dania, to mamy dla was świetną propozycję. Szybka i pożywna sałatka z wędzonym tofu i awokado to świetny pomysł na lekką odmianę w kuchni.

Składniki:

  • 1 garść mixu sałat
  • 1 garść kiełków rzodkiewki
  • 3 duże rzodkiewki
  • 6 pomidorków koktajlowych
  • 1/2 dojrzałego awokado
  • 80 g wędzonego tofu
  • oliwa
  • krem balsamiczny
  • pieprz, sól

Tofu kroimy w kostkę i podsmażamy na delikatnie skropionej oliwą patelni. W tym czasie wszystkie warzywa myjemy. Na talerz wykładamy sałatę i kiełki. Rzodkiewkę kroimy na ćwiartki, pomidorki na połówki i dodajemy do sałaty. Awokado obieramy i kroimy w grube plastry. Na sałatkę wykładamy zrumienione tofu. Wszystko doprawiamy szczyptą pieprzu i soli. Skrapiamy oliwą i dekorujemy kremem balsamicznym.

Pasta z czerwonej fasoli i pomidorów suszonych

To jedna z naszych ulubionych past ze strączków. Przygotowuje się ją w 3 minuty, a smakuje niesamowicie!
Pasta z czerwonej fasoli i pomidorów suszonych:
  • puszka czerwonej fasoli – 240 g
  • 5 pomidorów suszonych w oleju
  • łyżeczka koncentratu pomidorowego
  • ząbek czosnku
  • 3 łyżki oleju rzepakowego tłoczonego na zimno
  • 1/4 szklanki wody
  • tymianek, pieprz czarny, słodka papryka, ostra papryka (lub chilli), sól
Fasolę odsączyć i dokładnie opłukać z zalewy, przełożyć do misy blendera. Dodać czosnek, pomidory suszone, koncentrat pomidorowy, olej, wodę, przyprawy, dokładnie zmiksować.

Zupa pomidorowa z kaszą bulgur i soczewicą

Pyszna i pożywna zupa pomidorowa z dodatkiem kaszy bulgur i soczewicy to znakomity pomysł na bezmięsny obiad lub lekką, ale sycącą kolację. Przygotowuje się ją w zaledwie 30 minut!

Składniki:

  • marchew – 100g
  • pietruszka korzeń – 50 g
  • seler – 50 g
  • cebula – 1 duża
  • czosnek – ząbek
  • olej rzepakowy – 1,5 łyżki
  • kasza bulgur – 100g
  • soczewica czerwona – 50g
  • przecier pomidorowy – 500g
  • woda – 1,5 litra
  • natka pietruszki, słodka i ostra papryka, kumin (kmin rzymski), imbir suszony, sól, pieprz
  • suszona włoszczyzna lub inna naturalna przyprawa, np. naturalna przyprawa do rosołu

Cebulę posiekać. Do garnka wlać olej, rozgrzać, dodać cebulę, smażyć 3 minuty, dodać 1-2 szczypty suszonego imbiru i kuminu (kminu rzymskiego) oraz po 1/4 łyżeczki słodkiej i ostrej papryki w proszku (słodkiej można dać trochę więcej, ostrej też), smażyć jeszcze pół minuty. Dodać wodę, suszoną włoszczyznę, liście laurowe, ziele angielskie (albo piramidkę smaku do zupy pomidorowej z Lidla) i gotować ok. 5 minut. Dodać pokrojoną w kostkę marchew oraz kawałek pietruszki i selera. Gotować kolejne 5 minut. Dolać przecier pomidorowy, koncentrat pomidorowy, soczewicę, kasze bulgur, odrobinę soli, gotować, aż warzywa zmiękną (ok. 20 minut). Doprawić pieprzem czarnym i natką pietruszki.

8 powodów, dlaczego NIE POWINIENEŚ stosować postu dr Dąbrowskiej

Post dr Dąbrowskiej stał się ostatnimi laty niesamowicie popularny, głównie za sprawą celebrytek, które przy jego pomocy sporo schudły. Dieta ta traktowana jest bowiem jako niezwykle skuteczna i dająca szybkie efekty dieta odchudzająca. Czy warto ją jednak stosować? Poznaj 8 powodów, dlaczego nie powinieneś przechodzić na dietę dr Dąbrowskiej.

  1. Dostarcza za mało kalorii – post dr Dąbrowskiej bazuje wyłącznie na warzywach i niewielkiej ilości owoców, przez co dostarcza od 400 do 800 kcal dziennie. To zdecydowanie za mało, aby organizm mógł prawidłowo funkcjonować i podtrzymać wszystkie funkcje na prawidłowym poziomie. Tak mała ilość kalorii spowalnia więc metabolizm, powodując, że organizm zaczyna „oszczędzać” kalorie zamiast je na bieżąco „spalać”. To dlatego post dr Dąbrowskiej często kończy się spektakularnym…efektem jo-jo. Należy tu również wspomnieć o uczuciu głodu, który towarzyszy tej diecie oraz innych dolegliwościach, w tym bólach i zawrotach głowy, bólach brzucha, biegunce .
  2. Dostarcza za mało białka – niedobór białka powoduje utratę mięśni. Spadek masy ciała podczas stosowania postu wynika więc w dużej mierze z utraty tkanki mięśniowej, a nie jak sądzimy, tłuszczowej. Spadek ilości mięśni powoduje obniżenie poziomu metabolizmu, czyli sprawia, że organizm zaczyna „spalać” coraz mniej kalorii. Białko jest też niezbędne do prawidłowej pracy tarczycy i wytwarzania przez nią hormonów. Długotrwały jego niedobór, u osób z predyspozycjami genetycznymi, może skończyć się chorobami tarczycy, np. niedoczynnością.
  3. Jest bardzo monotonna, a w konsekwencji niedoborowa – warzywa i owoce, choć niewątpliwie zdrowe, nie dostarczają wszystkich niezbędnych organizmowi składników odżywczych. Ten brak różnorodności może więc doprowadzić do groźnych niedoborów, głównie żelaza, cynku, witamin z grupy B, wapnia, magnezu.
  4. Nie potrzebujesz detoksu – post dr Dąbrowskiej ma oczyszczać organizm z toksyn. Za ich usuwanie z organizmu człowieka odpowiada wątroba, nerki, jelita oraz skóra (poprzez wytwarzanie potu). Jeśli jesteś zdrowy to twój organizm radzi sobie ze wszystkimi substancjami, które musi wydalić. Co więcej, musisz pamiętać, że większość toksyn magazynowana jest w tkance tłuszczowej. Szybka utrata masy ciała (jaką obserwuje się na diecie dr Dąbrowskiej) może spowodować wręcz zatrucie organizmu. Detoks jest więc bardziej wymysłem marketingowym, niż rzeczywistą potrzebą, zaś „kryzysy ozdrowieńcze” (bóle brzucha, bóle głowy, mdłości, wymioty) jakie występują podczas stosowania diety to nic innego jak reakcja organizmu na zbyt małą ilość kalorii i odwodnienie oraz nagłe zwiększenie ilości spożywanych warzyw (zbyt duża jednorazowa dawka błonnika pokarmowego).
  5. Może powodować zaburzenia hormonalne, a nawet zanik miesiączki – zbyt szybka utrata masy ciała oraz niedobór witamin i składników mineralnych mogą powodować zaburzenia hormonalne, zaburzenia miesiączkowania, a nawet zanik miesiączki u kobiet.
  6. Post nie uzdrawia z chorób – dr Dąbrowska zapewnia, że jej post ma uzdrawiać z wielu chorób, m.in. grzybic, alergii, chorób skóry, padaczki, niedoczynności tarczycy, guzków tarczycy, zaburzeń miesiączkowania, torbieli jajników, a nawet…nowotworów. Należy pamiętać, że głodówki nie leczą tych chorób, a wręcz mogą zaostrzyć ich przebieg.
  7. Post nie jest sposobem na odchudzanie – nie uczy zdrowych nawyków – zdrowe odżywianie nie polega na jedzeniu wyłącznie warzyw i owoców. Są one ważną częścią zdrowego menu, ale całodzienny jadłospis nie powinien składać się tylko z nich. Post dr Dąbrowskiej nie uczy więc zdrowych nawyków żywieniowych, które pomogą ci utrzymać szczupłą sylwetkę do końca życia. Zamiast sięgać po „diety cud” lepiej zacząć powoli zmieniać swoje nawyki na zdrowsze i wprowadzić regularną aktywność fizyczną.
  8. Post może być niebezpieczny! Nawet sama autorka dr Dąbrowska zaznacza, że post w przypadku osób przyjmujących przewlekle leki, może modyfikować ich metabolizm, co w konsekwencji może zagrażać zdrowiu a nawet życiu pacjentów. Niestety, post stał się niebezpiecznym trendem w odchudzaniu, niezależnie od stanu zdrowia a w przypadku osób chorujących na cukrzycę, choroby układu krążenia czy przyjmujących hormony może okazać się tragiczny w skutkach.

Autor: mgr Marta Szałwińska, dietetyk, psychodietetyk